W małej Elżbietce K. obudziła się chyba artystka - do takich wniosków doszła Mamaelki, obracając w swych matczynych dłoniach, delikatnie i z należytym namaszczeniem, obiekt niewielki - poświęcone kurze jajo, na powierzchni którego widniały, naniesione przez jej córkę Elżulkę, pastelowe kreski w kolorach: żółtym czerwonym i niebieskim.
W trakcie kontemplacji sztuki (jaja) Mamaelki snuła sobie w głowie przypuszczenia związane z tym artystycznym przebudzeniem. A przypuszczenia były dwa.
Przypuszczenie pierwsze szeptało do matuchny ucha, że świeżo obudzona artystka jest jeszcze bardzo mocno zaspana, co by dokładnie wyjaśniało kreski stawiane jakby przypadkowo i nieśmiało. Drugie przypuszczenie szeptało coś zupełnie przeciwnego - według niego artystka jest w pełni świadoma dokonanego aktu twórczego, a pisanka, doskonale się wpisuje w nurt ekspresjonizmu abstrakcyjnego, założeniem którego jest tworzenie przypadkowe, odruchowe, spontaniczne i automatyczne.
Mówią, że nie samym chlebem człowiek żyje, dlatego nakarmiłam was sztuką (jaja) ;). A teraz uduchowieni przejdziemy do (bardziej przyziemnego) tematu - żytniego zakwasu chlebowego.
Jak dbać o zakwas chlebowy, by był silny i zdrowy
Zakwas - te (wydawałoby się marniutkie) 100 g, które nam zostało po pierwszym pieczeniu chleba, przekładamy do słoika (najlepiej większego niż mniejszego). Słoik będzie dla naszego zakwasu miejscem najbardziej odpowiednim. Jeśli to będzie słoik około półlitrowy będzie mu się wygodnie odpoczywało do czasu, gdy po kilku dniach znowu zapragniemy upiec przy jego pomocy kolejny chleb.
Teraz, gdy zakwas przenieśliśmy do słoika, zakręcamy słoik i wkładamy go do lodówki, by zapewnić naszemu skwaszonemu maleństwu komfortowe warunki wypoczynkowe. W chłodnym klimacie nasz zaczyn na chleb nie będzie wołał, że jest głodny przez kolejnych siedem dni. (Starszy zakwas - np. mój dwulatek potrafi bez jedzenia wytrzymać 2 - 3 tygodnie, ale radzę, żeby na takie próby nie wystawiać swojego kilkudniowego maleństwa.)
Po upływie kilku dni (na dzień przed planowanym pieczeniem), gdy nam zamarzy się chleb, a naszemu zakwasowi papu, wyciągamy (najlepiej z samego rana) zmarznięte maleństwo z lodówki i dajemy mu jakąś godzinę na dojście do siebie - niech się zakwas spokojnie wybudzi.
Następnie przekładamy go ze słoika do pojemnej miski i karmimy głodnego mąką i wodą (to lubi najbardziej). 250 g mąki i około tyle samo letniej wody to porcja w sam raz dla naszego malucha. Całość dokładnie mieszamy.
Tak dokarmiony zakwas zostawiamy na 24 godziny pod folią spożywczą lub czepkiem kąpielowym (:D), by urósł na tyle, żeby można było z niego upiec chleb. (Z czasem, gdy zakwas dzięki systematycznym wypiekom chleba, stanie się silniejszy, możemy czas oczekiwania na jego wyrośnięcie skrócić do 12 godzin. Mój zakwas, po kilku udanych wypiekach, zaczęłam wyciągać z lodówki i dokarmiać wieczorem, a rankiem przechodziłam do wyrabiania ciasta).
W dniu pieczenia chleba ponownie przekładamy 100 g zakwasu do słoika i już silniejsze chowamy do lodówki. (Gdy zakwas będzie silniejszy, można odłożyć sobie więcej zakwasu, żeby móc się nim podzielić :).)
Z pozostałą w misce większą częścią zakwasu, postępujemy tak, jak w przypadku pierwszego chleba, czyli - dodajemy 1/2 kg mąki płaską łyżkę soli i ok. szklankę letniej wody :). (Mąki możemy dodawać różne różniaste :).)
