wtorek, 5 kwietnia 2011

Pierogi z jagodami mojej mamy i...dziś pokażę ci żołnierzu jak wygląda lato na talerzu

Szeregowy Eluś po nocnym odpoczynku otworzył oczy, przeciągnął się na swojej pryczy, jednym sprawnym ruchem ręki odrzucił koc i zaczął wzrokiem wnikliwie badać zaciemnione jeszcze otoczenie. Ktoś inny mógłby się nieźle wystraszyć krajobrazu, który rozpościerał się tuż za posłaniem małego żołnierza - na wprost można było bowiem zauważyć wyraźne zarysy aligatorowego cielska, tuż za nim niedźwiedzia brunatnego a nad głową szeregowego cienie insektów. Żołnierz Elek pseudonim "Karmelek" nie bał się jednak wcale, oswajał w końcu tę zatrważającą rzeczywistość prawie 8 długich miesięcy i zdążył już do niej przywyknąć. Co innego było powodem strachu, co innego było powodem jego wzmożonej czujności, co innego nie dawało mu spokoju - aspirator do odciągania kataru - mała, błękitna rzecz, milion razy groźniejsza od dzikich zwierząt, krążących w pobliżu! To właśnie ona budziła jego trwogę i z nią przyszło mu się zmierzyć w nierównej walce. Żołnierska intuicja podpowiadała mu, jak co dzień, że aspirator czai się gdzieś niedaleko. Eluś miał rację. Zjawiła się mama, odsłoniła okno, wyjęła Elę z łóżeczka, przewinęła, ubrała, umyła i ... wymierzyła w kierunku dziecka aspirator. Karmelek zaczął zaciekle bronić swoich maleńkich nozdrzy i niestety po raz kolejny poległ w nierównej walce, niczym Spartanie pod Termopilami. Jego dziurki w nosie zostały zdobyte. Kiedy było już po wszystkim mama maleńkiego wojownika, żeby odwrócić jego uwagę od smutnych wydarzeń sprzed kilku chwil, zaczęła szeptać mu coś do ucha...a zaczęła tak: "dziś pokażę ci waleczny żołnierzu jak wygląda lato na talerzu..."

Eluś skoszarowana


Pierogi z jagodami mojej mamy

ciasto

2 szklanki mąki
3/4 szklanki wody z domieszką 3 łyżek mleka 
1 jajko
pokaźna szczypta soli
1 łyżeczka oleju
mąka do podsypania 

Farsz 
mrożone jagody
cukier do obtoczenia jagód 

Przygotowanie

W dużej misce łączymy wszystkie składniki na ciasto i dokładnie je wyrabiamy - jeśli ciasto nie będzie chciało odchodzić od rąk dosypujemy mąki, jeśli będzie zbyt mało elastyczne dolewamy odrobinę wody.

Podsypujemy stolnicę mąką, odrywamy kawałek ciasta i formujemy z niego wałeczek. Wałeczek obsypujemy mąką, następnie kroimy go na małe poduszeczki, które łatwo dają się formować. (Nie było czasu na bawienie się w wałkowanie ciasta i wykrawanie kółek szklanką.)

Z zamrażalnika wyjmujemy jagody małymi porcjami, (żeby się nie rozmroziły i nie zdążyły puścić soku) wkładamy do miski i obtaczamy je w cukrze.

Poduszeczkę formujemy w palcach w kółko, pakujemy w nią obsypane mrożone jagody i formujemy pieroga.

Każdego pieroga odkładamy na obsypane mąką miejsce, żeby ciasto nie przywarło do stolnicy.

W dużym garnku doprowadzamy do wrzenia wodę, wlewamy do niej 2 łyżki oleju, wsypujemy 2 łyżki cukru i na wrzątek wrzucamy pierogi.

Czekamy, mieszając od czasu do czasu, aż pierogi wypłyną na wierzch. Po wypłynięciu pierogów gotujemy je około 3 minut.












  







poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Czarne ciastka kakaowe Mamyeli i ... goście się rozpłynęli

I przybyli do Eli wujek Em i ciocia Ka. Przybyli i od progu mieli zostać zaatakowani, ale napastnik postanowił zacząć działania zaczepne nieco później. Na chłodno wykalkulował, że pozwalając teraz przyszłym ofiarom na rozebranie butów i kurtek uda mu się spowolnić ich ewentualną ucieczkę. Pozwolił też gościom na spokojne przywitanie się z dziecięciem. Dziecię miało za zadanie także uśpienie ich czujności, zaczęło jednak szczerzyć szczerze zęby w uśmiechu. W pierwszej chwili wzbudziło tym nieskrywany zachwyt u przybyłych, ale czujne oko oprawcy zauważyło, że oto w zachwyt podszył się nagle skrywany przez nich skrzętnie strach. Zębów było aż osiem, każdy ostry, przypominający gotową do  użycia i lśniącą w marcowym słońcu broń. Na szczęście młode nie zdradziło matki i schowało ząbki za łagodniejszym, rozkładającym przeważnie wszystkich na łopatki, uśmiechem. Czułościom nie było końca, to zaczęło prześladowcę lekko irytować - dręczyciel chciał bowiem czym prędzej przypuścić atak. Najlepszym miejscem do wszczęcia ofensywy wydawał się być salon a wszyscy tkwili jeszcze w przedpokoju. Po kilku minutach udało się namówić ofiary na przejście do miejsca przeznaczenia i zajęcie miejsc przy stole. Teraz nastąpił wyczekiwany przez napastnika idealny moment, ruszył zatem do kuchni po czarne ciasteczkowe naboje, wrócił, wpakował w gości całą serię i zabił ich smakiem. Goście się rozpłynęli, tak im smakowało. 

Czarne ciastka kakaowe

1 szklanka mleka w proszku
1 szklanka zmielonych migdałów
1/2 szklanki zmielonego cukru brązowego lub 1/2 szklanki cukru pudru
1/2 szklanki ciemnego kakao
cukier waniliowy
1 płaska łyżeczka soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2/3 kostki masła

Przygotowanie

Z podanych składników wyrabiamy  ciasto.

Z wyrobionego ciasta odrywamy kawałki i w rękach formujemy kulki wielkością zbliżone do orzechów włoskich (ciut większe). Kulki lekko rozpłaszczamy w dłoniach.

Tak uformowane ciastka rozkładamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.

Rozgrzewamy piekarnik do 150 stopni. 

Pieczemy około 15 minut.

Ciastka zostawiamy do wystygnięcia  na blaszce, na której się piekły. W tym czasie ciastek nie ruszamy, ponieważ po upieczeniu są bardzo miękkie. Dajmy im czas...wiem, że to trudne, bo tak cudnie pachnie czekoladą :), ale czas jest im potrzebny. Po wystygnięciu można zajadać. Najlepiej smakują ze szklanką mleka.






piątek, 1 kwietnia 2011

Puree ze szpinaku oraz gruszek pakujemy w mały brzuszek

Kompozycja, jak na moje wyczulone matulowe ucho, zabrzmiała co najmniej ryzykownie. Szczerze mówiąc, w pierwszej w chwili, pomyślałam - uwaga będzie okołołacinowo - ŁOTDEFAK? Rozumiem, że dzieć to dzieć, ale to, że człek z niego jest mały nie znaczy jeszcze, że można mu zapodawać coś na styl dżemu z musztardą i w bonusie uśmiechać się fałszywie, wypowiadając słodko w kierunku ufnego brzdąca "mniam mniam". Zacznę chyba postulować o zachowanie odrobiny szacunku dla niemowlęcych kubków smakowych - w duchu dalej ciągnęłam monolog. Jeszcze nie zdążyłam wyjść z wielkiego, jak dziura w polskiej szosie po zimie, zdziwienia nad tą smakową kompozycją, aż tu nagle, nie wiem skąd, wpadły mi do głowy takie małe a zuchwałe dwa słowa - dlaczego nie? Dlaczego nie urosły do gigantycznych rozmiarów, uderzyły z wielką siłą w eksperymentatorską część mojej natury, by za chwilę zapanować nade mną totalnie. Noł risk noł fan, spróbujemy - powiedziałam bez przekonania w kierunku nieświadomej tego co się za chwilę stanie Eli. Masz przytkany nos kochana, więc twoje kubki smakowe są trochę przytępione, może nie będzie tak źle - zakończyłam niepewnie.

PS. Eksperyment zaliczam do bardzo udanych. Nie trzeba się bać i bez obaw można w niemowlę pakować:)

Przepis znaleziony (lekko zmodyfikowany - dodałam odrobinę ryżowego kleiku) w książce pt. "365 smaków dla naszych dzieciaków"

Puree ze szpinaku oraz gruszek
(po 7 miesiącu) 

4 łyżki szpinaku (ja miałam mrożony)
1 gruszka
łyżeczka masła
odrobina ryżowego kleiku 

Przygotowanie

Obraną gruszkę przekrawamy na pół,  pozbywamy się gniazda nasiennego i tak przygotowaną gotujemy na parze.

W tym czasie szpinak dusimy przez chwilę na maśle.

Ugotowaną gruszkę rozgniatamy widelcem i mieszamy ze szpinakiem.


Jeść czy nie jeść?