czwartek, 10 marca 2011

Shake jaglany z jabłkiem,...czyli dla Eli z rana pyszna kasza jaglana :)

Eluś, charrrakterna dzieweczka, odkąd skończyła 6 miesięcy na śniadanie dostaje od czasu do czasu pysznego szejka (nie, nie arabskiego...kanibalizmu w naszej rodzince nie praktykujemy ;)....chociaż...moment, moment...musiałabym się zastanowić, bo może jednak - o zgrozo! Przecież nasze słodkie niewinne maleństwo podczas biesiady przy mej piersi użarło mnie centralnie - gdzie? Nie w nogę ;). Polała się krew, więc kto wie...może trzeba zacząć się bać?). Ale do rzeczy - mamaeli serwuje córce shake'a mlecznego modyfikowanego z kaszą jaglaną i ugotowanym na parze jabłkiem. Eluś wciąga go bez szemrania i aż się dziecina trzęsie z ekscytacji na widok kolejnej zbliżającej się łyżeczki wypełnionej po brzegi pysznym napojem (i to jakim napojem!) nie tylko smakowym kochani, przede wszystkim ZDROWYM...bo oto nam chodzi, żeby dziecina zjadła coś pysznego i przy okazji mega hiper extra zdrowego - prawda?. Obecność kaszy jaglanej daje nam gwarancję, że tak będzie. Szanowna pani Jaglana jest bezglutenowa, lekkostrawna, pełna witamin z grupy B i substancji mineralnych: wapnia, fosforu, potasu i żelaza.Brzmi nieźle prawda? Jak dzieciu małemu można tego odmówić? No nie można ;).

Shake jaglany z jabłkiem
(U nas po 6 miesiącu) 

2 łyżki zmielonej kaszy jaglanej
100 ml wody
100 ml mleka modyfikowanego
1 ugotowane na parze jabłko

Przygotowanie
Ugotowane jabłko przecieramy przez sitko lub rozdrabniamy widelcem.

Kaszę płuczemy na sitku i wypłukaną wrzucamy na rozgrzaną patelnię, prażymy ziarna aż staną się suche.

Uprażoną kaszę mielimy w młynku do kawy (radzę w niego zainwestować, żaden blender nie dał rady. Koszt młynka około 40 peelenów.)

Wodę w małym rondelku doprowadzamy do wrzenia i wrzucamy zmieloną kaszę. Gotujemy około 10 minut. Kaszę studzimy.

W międzyczasie przygotowujemy 100 ml mleka modyfikowanego.

Wszystkie składniki łączymy i mieszamy.

Finito bambino :) Można wznieść toast!

W sklepach ze zdrową żywnością można kupić błyskawiczną kaszkę jaglaną czeskiej firmy Nominal w cenie około 7 zł.



środa, 9 marca 2011

O! Słońce wpadło mi do szklanki i...jak pali, czyli lemoniada dla twardzieli :).

Za oknem zdradliwa pogoda, bo niby ciepło, niby przyjemnie, ale, no właśnie, ALE. Nie dajmy się zwieść! To zasłona dymna. W powietrzu roi się od wirusów i innego dziadostwa (że tak nazwę bez pardonu rzecz po imieniu). Niedalej jak przedwczoraj wyszłam z córą na spacerek, na słoneczko i wiaterek - przyjemnie było, kwiaty co prawda nie pachły, ale słonko świeciło i wiaterek powiewał. Wróciłyśmy do domu...a wieczorem, gdy dziecina zasnęła poczułam, że coś okupuje moje gardło. Wynocha pomyślałam i sięgnęłam po tajną broń - imbir. Odkroiłam kawałek, włożyłam do ust i już wiedziałam, że za chwilę będzie niemiłosiernie paliło. Imbir w ten sposób bohatersko spełniał swą powinność, odkażał gardło, ja dzielnie to znosiłam, bo wiedziałam, że pomoże :).
Rankiem, gdy Elek karmelek został już nakarmiony, postanowiłam dobić osłabionego poprzedniego wieczoru wroga i migusiem przygotowałam lemoniadę dla twardzieli.

Lemoniada dla twardzieli


1 szkl. letniej wody (do 40 stopni, ponieważ w wyższej temperaturze zabilibyśmy niechcący wszystkie dobroczynne właściwości reszty składników)
1 kopiasta łyżeczka startego na małych oczkach imbiru
1 łyżeczka miodu
plaster cytryny
sok z cytryny (do smaku)

Zamieszać i wszystko wypić. Imbir należy dzielnie przeżuć i połknąć. :)