środa, 4 maja 2011

Dla tyci chłopca i tyci dziewuszki szpinakowe paluszki oraz ... słów kilka o dziecince i jej stylowej łysince

Podczas wieczornego chlapania Eluś doszła do wniosku, że uczesanie a'la św. Franciszek, obowiązujące w niemowlęcym fryzjerstwie od kilku sezonów jest passe i nadszedł czas na coś nowego. Tuż po kąpieli nasza Elka, początkująca trendsetterka zaprezentowała nam nową fryzurę.



Czy znajdzie naśladowców wśród częściowo owłosionych niemowlaków? Hmm, to się pewnie okaże - zacznę obserwować ulicę ;). Teraz jest czas na wymyślenie jakiegoś hipoalergicznego, nadającego się do stosowania u niemowląt, środka utrwalającego.

Lepiej jednak chyba będzie jeśli zamiast myśleniem o piance do układania dziecięcego włosia zajmę się gotowaniem dla Elki - prawda?

Szpinakowe paluszki
(u nas po 8 miesiącu) 

3 zamrożone kulki (porcje) szpinaku
6 łyżek mąki pszennej z pełnego przemiału
1 żółtko
mąka do podsypania ciasta
łyżeczka masła  

Przygotowanie

Rozmrażamy szpinak i odsączamy go z nadmiaru wody.

Z mąki, żółtka, mąki i szpinaku wyrabiamy ciasto ( ciasto po wyrobieniu jest bardzo delikatne, po to, by dziąsła malucha po ugotowaniu paluszków nie miały większych problemów z ich rozdrobnieniem).

Następnie odrywamy kawałki ciasta i formujemy w kształcie paluszków (wielkością powinny przypominać dorosłe paluchy ;) ).

W niewielkim rondelku doprowadzamy do wrzenia 1/2 litra wody z dodatkiem masła.

Na gotującą się wodę wrzucamy paluszki i gotujemy je do czasu aż staną się miękkie.

Ela zajadała się nimi, jeszcze lepiej smakowały jej paluszki maczane w jogurcie.



  
  



wtorek, 3 maja 2011

Ciasteczka fudge oraz ... rodziców słodkie sny i córki słone łzy

Po długim i intensywnym dniu, gdzieś około północy, rodzice Eli poczuli nagle niepohamowany apetyt na ... coś rozpoczynającego się na literkę eS, .. coś bardzo przyjemnego, ale niestety tym razem bardzo krótkiego, prawie tak krótkiego jak trzyliterowa nazwa tej rozkoszy (nie, nie, nie - nie na to poczuli ochotę, ;) choć druga literka tej przyjemności to też E, to ta trzecia to już nie iX tylko eN). Poczuli oboje naprawdę wielki głód na sen.
Rozpoczęli więc przygotowania do uczty i kilka minut później już smacznie spali. Cudownie słodkie sny rozpływały im się w głowach. Do czasu jednak - do czasu, kiedy ich niespełna dziewięciomiesięczna córunia Elżunia postanowiła w środku nocy pobawić się w dietetyczkę. Około pierwszej mała stwierdziła, że wystarczy rodzicom ta porcja słodkości i dla obrzydzenia sennych pyszności, posoliła swoimi łzami te słodziuteńkie sny tak, że jeść się ich już dalej nijak nie dało. Kiedy już się jej zdawało, że oto uratowała ich przed zgubnym wpływem cukru, jak gdyby nigdy nic zasypiała a mama i tato Eli sięgali po nową porcję sennych marzeń i ... po jakiejś godzinie sytuacja z soleniem się powtarzała ... i, żeby było weselej ... tamtej nocy jeszcze kilkakrotnie :/.
Następnego dnia, nocny brak słodkich snów, rodzice Eleczka zrekompensowali sobie zajadając ciasteczka.

Ciasteczka fudge

250 g masła
300 g cukru
100 g mlecznej czekolady
300 g pełnego mleka w proszku
250 g orzechów włoskich

Przygotowanie

Siekamy orzechy włoskie.

W rondelku zagotowujemy 100 ml wody z cukrem.

Po 10 minutach gotowania dodajemy masło, połamaną w kostki czekoladę i gotujemy kolejne 10 minut, cały czas mieszając.

Po 10 minutach zdejmujemy z ognia, dokładnie mieszamy z przesianym przez sito mlekiem w proszku na gładką masę.

Do jeszcze ciepłej masy wsypujemy posiekane orzechy i ponownie dokładnie mieszamy.

Wykładamy masę równą, niezbyt grubą warstwą do formy wyścielonej papierem do pieczenia.

Tak przygotowaną masę odstawiamy w chłodne miejsce do ostygnięcia.

Gdy masa całkowicie zastygnie, kroimy ją na kostki.







poniedziałek, 2 maja 2011

Dla małej dzieciny na wzmocnienie jabłko pieczone a w nim z kasz nadzienie oraz ... siostro, brachu już po strachu :)

Przez trzy dłuuugie dni rodzice młodocianej Eli mieli (od mankietów nogawek po sam pas) gacie pełne strachu.  I choć gacie  Mamyeli są  dużo krótsze od gaci Tatyeli, to tyle samo strachu upchało się do jej, jak i jego portek (a upchało się go naprawdę baaaaaardzo dużo). Po trzech dobach permanentnego wspólnego potrząsania spodniami, udało im się w końcu strach z nich wytrząsnąć. Ze spodni zatem strach im się ulotnił i mogli w końcu  przestać trząść się tak nad swym dzieckiem. Oboje odetchnęli z ulgą - bynajmniej nie dlatego, że poczuli luz w nogawkach, odetchnęli z ulgą dlatego, ponieważ, iż Ela w czwartej dobie nagle ozdrowiała! Zbita przez rodziców Eli (nie raz, nie dwa) temperatura, ku ich uciesze, nagle dobrowolnie (bez łaski) sama spadła i na ciałku wymęczonej chorobą Elżbiety zaczęły się pojawiać setki małych czerwonych kropek a każda z tych kropek wydawała się mówić rodzicom Karmeli, że oto nie ma się czego bać, bo to trzydniówka! Rodzice Eli kropek uważnie słuchali i przyglądając się im z wielką ulgą wzdychali.

Osłabiona chorobą Ela dostała pieczone jabłko na wzmocnienie a w nim ukryte pyszne nadzienie.

Jabłko pieczone nadziewane kaszami

1 duże jabłko
Po 1 łyżce błyskawicznej kaszy orkiszowej, gryczanej, jaglanej i owsianej (My używamy niesłodzonych kaszek czeskiej firmy Nominal - do kupienia w sklepach ze zdrową żywnością lub przez internet.)
1 łyżka masła
1/4 banana
szczypta cynamonu

Przygotowanie

 Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni.

Jabłko myjemy, nie obieramy.

Odkrawamy górną część jabłka i nie wyrzucamy (przyda się do przykrycia jabłka).

Wydrążamy gniazdo nasienne, do powstałego otworu wkładamy na przemian małe cząstki banana, kasze i masło.

Każdą warstwę podlewamy niewielką ilością wody i posypujemy odrobiną cynamonu.

Jabłko przykrywamy odkrojoną wcześniej górną częścią.

W kilku miejscach nakłuwamy skórkę jabłka i zawijamy w folię aluminiową.

Tak przygotowane jabłko wstawiamy do piekarnika na około 1 godzinę (lub dłużej - wszystko zależy od rozmiarów jabłka. Najlepiej sprawdzić czy jest już w środku miękkie).

Przestygnięte możemy podawać z jogurtem.